HotDive.com
Polski English Français Deutsch Italiano Español 
Wakacje z nurkowaniem. Borneo-oko w oko z żółwiem.
Autor: Klaudia Lipińska, www.turystyka.gazeta.pl , 29-10-2009
Azja

Wśród barwnych ukwiałów ścigały się amfipriony, przepływały żółto-czarno-białe sygany, na dnie przycupnęła szkaradnica...

 

 

Rafy koralowe to jedno z najbardziej niezwykłych dzieł przyrody. Żyją w nich setki gatunków roślin i zwierząt, co sprawia, że podwodny świat przyciąga i działa na wyobraźnię. Od dawna marzyłam, by nauczyć się nurkować i z bliska podziwiać piękno rafy. Znakomitą okazją stała się wyprawa do malezyjskiej części Borneo.

Bramą do nurkowego raju jest miasteczko Semporna na północno-wschodnim krańcu wyspy. W pobliżu portu znajdują się hotele, knajpki, kilka szkół nurkowania i wypożyczalnie sprzętu.


***

Kurs Open Water Diver trwa trzy dni i kończy się uzyskaniem certyfikatu PADI. Pierwszego dnia musiałam opanować teorię, czytając podręcznik, oglądając filmy i słuchając instruktora. Teorii uczył Szkot, praktyki Irlandczyk, byli też Niemcy, Australijczycy, Kanadyjczyk, a wraz ze mną uczyła się para włoska i Amerykanin. Teoria kończy się egzaminem pozwalającym przejść do części praktycznej.

Następny dzień rozpoczął się 40-minutową przejażdżką motorówką na wyspę Sibuan, tak malutką, że całą można obejść w 15 minut. Otacza ją plaża z bielutkim piaskiem i morze, niewiarygodnie błękitne. Pośrodku wysepki falują wysokie palmy, a pod nimi stoi kilka drewnianych chatek. Nasz instruktor Naill opowiadał, że mieszkają w nich uchodźcy z Filipin nieprzyjęci przez władze Malezji. Żyją z tego, co wyhodują i złowią, oraz z podarunków od przyjezdnych.

Nauka nurkowania zaczyna się od sprawdzenia, czy potrafimy pływać - trzeba przepłynąć 300 m dowolnym stylem, a później przez 10 min dryfować na powierzchni wody. Następnie "na sucho" ćwiczymy wyrównywanie ciśnienia w uszach (przedmuchiwanie, porozumiewanie się za pomocą umówionych znaków). Pierwszy kontakt ze sprzętem do nurkowania to nauka sprawnego zakładania i zdejmowania butli tlenowej, kamizelki, balastu. Sprzęt jest bardzo ciężki, zanim się wejdzie z nim do wody, gdzie już się tego nie czuje, trzeba się sporo namęczyć.

Po zejściu pod wodę (na początku na niewielką głębokość) przychodzi pora na ćwiczenie zdejmowania i zakładania maski, oczyszczanie jej z wody, oddychanie z aparatu tlenowego partnera, zanurzanie się i wynurzanie poprzez regulowanie powietrza w kamizelce wypornościowej.

***

Pod wodą należy oddychać bardzo powoli i głęboko. Wszystko wygląda na znacznie większe, niż jest w rzeczywistości, a dźwięki są przytłumione i trzeba się skupić, by zorientować się, z której strony dobiegają. Kiedy już się oswoiłam, nadszedł czas na podziwianie podwodnego świata.

 

 

 

 

Przejrzysta woda zapewniała widoczność na bardzo dużą odległość. Pływaliśmy między ławicami niewielkich ryb, widzieliśmy też liczne większe okazy. Wśród barwnych ukwiałów ścigały się amfipriony (w bajce "Gdzie jest Nemo?" nazywane błazenkami), przepływały niewielkie płaszczki. Płynęliśmy powolutku, rozglądając się wokół. Naill co chwila pokazywał nam coś ciekawego: kolorową rozgwiazdę, zagrzebaną w mulistym dnie szkaradnicę (frogfish) z licznymi wypustkami, wyglądającą jak kawałek skały. W pewnym momencie Naill zastukał nożem w butlę tlenową, by zwrócić naszą uwagę i wskazał palcem coś na dnie. Kiedy podpłynęliśmy we wskazanym kierunku, ujrzeliśmy wielkiego żółwia. Przyglądał się spokojnie, gdy każdy członek naszej pięcioosobowej grupy podpływał do niego i zaglądał mu w oczy.

Już dość długo przebywaliśmy pod wodą, więc Naill zarządził sprawdzanie, ile jeszcze mamy tlenu w butlach, a potem zadecydował, że pora zacząć się wynurzać. Płynęliśmy powoli w górę, chłonąc otaczający nas niezwykły świat. Tuż pode mną przeszybował kolejny żółw, znacznie mniejszy od olbrzyma wylegującego się na dnie. Poruszał się wdzięcznie, machając płetwami - na chwilę zapomniałam, że czas wypłynąć na powierzchnię.

 

 

Tekst i zdjęcia : Klaudia Lipińska

Źródło:  www.turystyka.gazeta.pl