HotDive.com
Polski English Français Deutsch Italiano Español 
Rekiny na Wyspie Kokosowej
Autor: (najlepsze_nurkowania), 12-05-2010
Kostaryka


Od kilku lat poszukiwałam informacji odnośnie najlepszych możliwych miejsc na nurkowanie wśród rekinów. Nurkując w kolejnych „podobno dobrych” miejscówkach oraz brnąc przez kolejne artykuły, rankingi i książki natrafiłam na ofertę wyjazdu na safari nurkowe na Wyspie Kokosowej organizowanego przez Najlepsze Nurkowania. Wizja spędzenia 10 dni na łodzi w towarzystwie obcych ludzi z początku lekko mnie przeraziła. Jednak tłumaczyłam sobie uparcie, że jadę tam zrealizować swoje marzenie – zanurkować wśród rekinów, poza tym nurkowanie jak chyba żaden inny sport integruje ludzi.
W końcu przyszedł ten dzień, mokry listopadowy dzień, który przywitał mnie na lotnisku na Okęciu skąd miałam wylecieć do Frankfurtu. Z Frankfurtu przelot do Madrytu i stamtąd do San Jose. 19 godzin i jestem na miejscu. Co prawda rejs zaczyna się dopiero następnego dnia dlatego jedną noc spędziłam w hotelu Marriott Courtyard. Mimo, iż podróż samolotem trwała prawie całą dobę to nie mogłam sobie pozwolić by ominęło mnie zwiedzenie San Jose. Ponieważ miałam na to aż jedno popołudnie i jeden wieczór postanowiłam ograniczyć zwiedzanie miasta do minimum. Wiedziałam już, że w San Jose nie mogę liczyć na uzyskanie dokładnego adresu od żadnego z Ticos (tak mówią o sobie mieszkańcy Kostaryki) dlatego aby bez błądzenia po uliczkach San Jose dotrzeć do Ogrodu Motyli – Spirogyra, wzięłam po prostu taksówkę. Po wizycie u motyli postanowiłam zrobić sobie krótki spacer po uliczkach San Jose by przy okazji, chociaż „na oko” sprawdzić czy parcele działkowe rzeczywiście mają te „standardowo praktyczne” 100 m. Następnego dnia zostałam odebrana przez załogę Okeanos Aggressor spod hotelu i odwieziona busem, razem z pozostałą częścią grupy na łódź,. Podczas transferu poznałam osoby, z którymi miałam spędzić kolejne dni na morzu.

Na Okeanos Aggressor, która okazała się być bardzo dużą i przestronną łodzią, zostały przydzielone nam kajuty, do których wszyscy się rozeszli by rozpakować się i odpocząć po tych dniach spędzonych „w locie”. Kajuty są schludnie i praktycznie urządzone. Każda z nich posiada własną łazienkę. Pokład z którego nurkowaliśmy posiadał dużą platformę ułatwiającą poruszanie się po nim oraz przygotowywanie sprzętu do nurkowania. Na górnym pokładzie do dyspozycji gości są hamaki, w których przyjemnie można się pobujać i odpocząć pomiędzy kolejnymi nurkowaniami.
Jeżeli chodzi o posiłki to w sumie jest to rzecz gustu a o tych się nie dyskutuje. Mnie osobiście przygotowywane posiłki bardzo przypadły do gustu a co ważne były one urozmaicone.

Gdy dotarliśmy do wyspy rozpoczęły się nurkowania. Nurkowania odbywają się z dwóch małych łodzi. Każda z łódek zabiera z reguły 11 osób. Łodzie wypływają jednocześnie ale w różne miejsca nurkowe w zależności od preferencji nurków. Po krótkiej przeprawie łódką moje podekscytowanie sięgało zenitu. Zaraz spotkam wielkie ryby! Chlup do wody, gdzie jest mój partner, reszta grupy i przed siebie. Razem z moim partnerem Anselm’o spokojnie z prądem podążaliśmy za przewodnikiem szukając miejsca gdzie moglibyśmy się zaczepić by poczekać na gospodarzy tych wód. Znaleźliśmy jakąś wyrwę w ścianie i nie musząc czekać zbyt długo ujrzeliśmy pierwsze stado rekinów młotów. Liczyło ono kilkadziesiąt sztuk. O mały włos a z wrażenia wypadłby mi automat z ust. Kolejne nurkowania również obfitowały w całe szkółki rekinów młotów. Znane mi z opowieści wirujące nad głowami rekiny młoty okazały się być całkowitą prawdą. Podczas jednego z nurkowań na spotkanie wypłynął nam również rekin wielorybi. Przepiękne, dostojne zwierzę. Zawiśnięcie w toni przez tych kilka chwil tuż przy nim pozostawia niesamowite wrażenia i wspomnienia na całe życie. Nie powiem na spotkanie z tymi dwoma gatunkami czekałam najbardziej.
Praktycznie na każdym nurkowaniu spotkaliśmy jakiegoś rekina. Czasem były to żarłacze rafowe a czasem jedwabiste. Wody Cocos’a obfitują również w tuńczyki, delfiny oraz inne stworzenia takie jak mureny, ostroboki. Niesamowitym widokiem były manty, które dosłownie tańczyły w wodzie dając przepiękne przedstawienie nurkującym.
Przerwy między nurkowaniami dają chwilę odpoczynku dla ciała. Jednak obfitość wrażeń, które czekają pod wodą sprawia, że najchętniej to nie wychodziłabym z wody. Chociaż spędziłam 7 dni na samym nurkowaniu to minęły one zdecydowanie za szybko. W tym miejscu chciałabym w szczególności podziękować załodze Okeanos Aggressor za wspaniałą obsługę. Za każdym razem przed nurkowaniem oraz po nurkowaniu mogłam liczyć na ich pomoc. Pomagali przenieść sprzęt i dbali o to aby nigdy niczego nie zabrakło. Wieczory spędzaliśmy na wspólnych opowieściach: kto co widział, wymianie wrażeń ze spotkań z rekinami. Co bardziej doświadczeni nurkowie rozbawiali resztę nietypowymi opowieściami z wypraw nurkowych. Wielu gości jak się okazało jest już stałymi bywalcami tej łodzi co mówi samo za siebie, iż zarówno jakość obsługi na łodzi, sama załoga Okeanos Aggressor oraz nurkowania na Cocos to nierozłączne zestawienie.

Ogólnie rzecz ujmując taką wyprawę powinien odbyć każdy nurek przynajmniej raz w życiu. Podkreślam „przynajmniej raz” gdyż po Wyspie Kokosowej chyba trudno znaleźć porównywalnie ciekawe miejsce zapewniające tyle wrażeń i adrenaliny wśród wielkich ryb podczas jednego rejsu. Poza Wyspą Kokosową to chyba pozostaje już tylko równie osławione Galapagos.