HotDive.com
Polski English Français Deutsch Italiano Español 
Podwodne zaręczyny
Autor: Kasia Borkowska, Łukasz Malicki, 29-09-2010
Polska

Hmmm...znamy się już trochę bo pewnie będzie ok. 12 lat, lecz w końcu 2007 roku coś się zmieniło. W końcu spróbowaliśmy czegoś nowego i stało się. Podczas podróży po Australii zdecydowaliśmy się na tak zwane nurkowe „Intro". Wykonaliśmy dwa, pierwsze w naszym życiu nurkowania i właśnie to  się stało: osiągnęliśmy kolejny poziom wtajemniczenia naszego związku, zyskaliśmy coś czego życzymy każdej parze - MAMY WSPÓLNĄ PASJĘ i można mocno podkreślić, że jest to pasja nieziemska, bo w końcu schodzi się pod wodę. Powrót do Polski pod koniec roku nie byłby niczym wyjątkowym -z ciepłego outback'u do ponurej, dość zaawansowanej jesieni w Polsce. To był ciężki powrót do rzeczywistości, tym bardziej, że w owym cieple spędziliśmy ponad 12 miesięcy. Mając cały czas w pamięci słońce i bezkres oceanów zaczęliśmy interesować się możliwościami nurkowania w Polsce. Wiedzieliśmy, że są tacy, co TO robią w tych zimnych wodach, ale podchodziliśmy do tego z pewnym marginesem ekstremum.

Długo nie wytrzymaliśmy i w styczniu kiedy zaczęły się nabory na kursy nurkowe rozpoczęliśmy naukę teorii nurkowania w www.underwater.pl - jednym z warszawskich klubów nurkowych. Teoria - teorią, ale cały czas stał znak zapytania nad realizacją egzaminu na wodach otwartych, jednak chęć ponownego zanurzenia z butlą na plecach była silniejsza. Zdecydowaliśmy się zakończyć kurs już w marcu (dopiero w marcu, gdyż wcześniej był jeszcze lód), mimo że temperatura powietrza wynosiła skromne 8 st. C, a wody 4 st. C.

Od czasu pomyślnego ukończenia kursu OWD rzadko kiedy spędzamy weekend w Warszawie - to w końcu pasja, która stała się stylem życia. Często jeździmy z underwater.pl poznając wiele ciekawych osób, nurkując w różnych

akwenach, a także szkoląc technikę nurkowania, utrwalając i podwyższając kwalifikacje nurkowe. Chciałoby się przytoczyć słowa Nuno Gomes'a - „Życie masz tylko jedno, więc nurkuj w nie bezpiecznie" i tego się trzymamy.

***

To miały być typowo nurkowe wczasy. Łukasz (26 lat) zaproponował wyjazd połączony Czarnogóra i Chorwacja - 2 tygodnie ok. 10 dni nurkowych, w tym ok. 25 nurkowań. On tak ma. Jak już jedzie to nurkuje i końca nie ma. Jednak los potoczył się inaczej - zmiana pracy, komplikacje na uczelni, ogrom rzeczy do zrobienia znacznie skróciły nasz czas urlopowania do 9 dni. Chorwacja i Czarnogóra muszą na nas poczekać. Stwierdziliśmy, że 9 stacjonarnych dni to świetny czas na wspaniały wyjazd i „przenurkowanie" jednego z piękniejszych, polskich akwenów - jeziora Hańcza oraz zrealizowanie wyjazdu na bałtyckie wraki. Dlatego z grupą przyjaciół krzyknęliśmy: Teraz Polska!

***

Od dawna myślałem żeby ruszyć z Kasią (24 lata) na Hańczę i w tygodniu, gdy nie ma mocno zaludnionych parkingów dogłębnie spenetrować ściankę. Myślałem także o takim nurkowaniu, którego ani ja, ani Kasia nigdy nie zapomnimy. Żyjemy nurkowaniem od weekendu do weekendu, już w lipcu martwiąc się o zbliżający się koniec sezonu.

Od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem oświadczyn. To był już najwyższy czas. Trochę przygotowań, zaangażowania znajomych, którzy z nami pojechali i pomogli zorganizować wyjazd do Suwałk po kwiaty, kłamać w żywe oczy Kasi na różne sposoby, aby nawet nie podejrzewała, że coś wisi w powietrzu.

***

Standartowo podjechaliśmy na P2. Klarowanie sprzętu. Trochę deszczu. Robert wraca na kwatery, bo zapomniał skafandra. Za chwilę Łukasz, bo zapomniał latarki. Nagle Paulina mówi, że nie najlepiej się czuje i nie schodzi pod wodę. Pójdzie po południu. Asia, która ma dzisiaj urodziny już myśli o wieczornym mini przyjęciu i dziwnie mnie pogania, żebym szykowała się pod wodę. Chyba mi się nie chce, a ona mówi, że warto żebym poszła.

Wrócił Łukasz. Z racji niedyspozycji Pauliny zapada decyzja, że nurkujemy we troje: Ja, Łukasz i Robert, który zobowiązuje się zrobić kilka fotek, z racji tego, że zawsze robi je Łukasz i nie ma prawie żadnej z pod wody. Niech tak będzie. Obawiam się trochę, bo oni lubią zejść głębiej niż ja. Czuję małą presję, ale do dzieła. Żelastwo na plecy i ruszamy do wody.

***

No dobra to wszystko mam. Pierścionek w specjalnie nabytym plastikowym pudełeczku, które miało być odporne na niezwykłe warunki mam w prawej kieszeni skafandra. Żeby tylko nie zgubić! To

by była katastrofa. Sprzęt sprawdzony idziemy. Asia z Pauliną odmierzają czas, aby za 40 minut stać przy wyjściu z kwiatami. Wszystko ustalone, umówione i wszyscy zgłosili gotowość. W egipskich warunkach pewnie bym powiedział „Yalla" i do wody.

***

Zeszliśmy na 20 metrów. Piękne nurkowanie, piękna wizura i miętusy. Super. Byłam z siebie dumna. Chłopcy pod wodą bili mi brawo. Mam pewna blokadę, jeśli chodzi o głębokość ale to dłuższa historia.

***

Jak mogłem tego nie przewidzieć. To pudełko ma dodatnią pływalność, mimo że wchodząc do wody wypuściłem z niego powietrze (zalałem go wodą). Zaraz mi kieszeń urwie albo go zgubie, jak nic. Kaśka jak na złość zakochała się na nowo w ściance. Ogląda i ogląda, a ja trzymam się tylko za kieszeń, bo „niespodzianka" chce strasznie się wydostać! Boje się o ten pierścionek. Kaśka pokazuje miętusy, ja o niczym innym nie myślę tylko wyjąć go już z kieszeni. Zrobił bym to teraz, ale ustaliłem z Robertem, że zrobię to na przystanku przy deco-głazie.

***

Wypłycamy się. Płyniemy jakiś czas po 5 metrach szukając głazu przy wejściu znanego z wykonywania przy nim przystanków bezpieczeństwa. Płyniemy i szukamy.

***

Gdzie ten kamień?! Był chyba na 5,5 m. Pokazuje Robertowi, że płyniemy jeszcze 2 min i jak nie ma to zawracamy i szukamy. Przystanek musi być tam, bo czekają dziewczyny z bukietem i aparatem fotograficznym. O, jest! To chyba nie ten ale niech będzie. Zorientowałem się, że dopłynęliśmy do dalszego wyjścia. Potem zawrócimy. Już nie mogę z tą kieszenią. Ciągle się za nią trzymam. Dobra tu i teraz! Jeszcze raz gratuluje Kasi i bije jej brawo za nurkowanie. Pokazuje pod wodą, że Ją kocham. Ona odpowiada tym samym. Jest dobrze!

***

...a on nagle wyskakuje z jakimś czerwonym pudełeczkiem i otwiera je przede

mną. Zwariował. Nie omieszkałam popukać się w głowę, ale się ucieszyłam. Natychmiast przytakująco pokiwałam głową i zaczęliśmy się wynurzać. Czekałam tylko aż będziemy na powierzchni, ściągnę rękawice i Łukasz założy mi pierścionek na palec.

 

powierzchni, lekko zszokowana zostałam oficjalnie zapytana o dalszą część naszego wspólnego życia i dostałam przepiękny bukiet czerwonych róż. Mieliśmy małą widownię na brzegu - przyjechało kilka samochodów z litewskimi nurkami. Z rumieńcami na twarzy rozpoczęliśmy procedurę wysycania się z azotu...

...i jeszcze jedno...przestało padać, już podczas pamiętnego przystanku widać było jak promienie słońca przedzierają się przez taflę wody.

***

Powiedziała tak! Zaręczyny pod wodą to spory stres z dopracowaniem szczegółów. Na ślub pod wodą chyba się nie odważymy. Dziękujemy tym, którzy z nami byli oraz tym, którzy nie mogli być z nami, ale nas wspierali.

 

Kasia&Łukasz

4.09.2010